Jak uczyć się słówek? Część I.


Nauka słownictwa spędza sen z powiek wielu uczniom, studentom, samoukom. Metody uczenia się słówek to temat rzeka, a jednak wciąż istnieją tacy, którzy twierdzą, że słówka po prostu nie wchodzą im do głowy. Dlaczego?
 
źródło: tefljobsnetwork.co.uk
Po pierwsze, nie zamierzam Was okłamywać. Nie ma cudów. Chociaż są metody lepsze i gorsze, to jednak w każdej z nich podstawą jest nasze zaangażowanie, chęć i poświęcony czas. Po drugie, słówka nie wchodzą do głowy kiedy są „wkuwane”, a tak zazwyczaj robią uczniowie. Chwytają listę słówek lub słowniczek z podręcznika i mówiąc brzydko gapią się na nie przez jakiś czas, aż uznają, że dużo się uczyli i już wystarczy. Problem pojawia się, kiedy słówka wystąpią w innej kolejności, formie, w odrobinę zmienionym znaczeniu, bądź w odwrotnym tłumaczeniu. Zupełnie zanika wtedy zdolność znajdowania analogii, skojarzeń, spostrzegania rodziny wyrazów itp. Pamiętamy tylko i wyłącznie to, co było w słowniczku (o ile w ogóle…) i na bardzo krótko. Myślę, że każdy skądś to zna. Mam nadzieję, że nie z autopsji 🙂
 
Jak więc należy uczyć się słówek?
Przede wszystkim należy budować osobistą więź z tym, czego się uczymy. Oswajać to i sprawić, aby stało się nasze. Co mam na myśli? Przede wszystkim świadome uczenie się, zwracając uwagę na otoczenie, na to co aktualnie robimy, a nawet jaka jest pogoda. Na pierwszy rzut oka wydaje się to śmieszne, ale naprawdę działa. Kiedy widzę słowo, najpierw przypominam sobie w jakiej sytuacji się go nauczyłam „o, widziałam to słówko, było w tej gazecie, którą czytałam u koleżanki.”, a dopiero w następnej kolejności przychodzi mi na myśl jego znaczenie. Oczywiście opisałam tu ten proces myślowy w ogromnym spowolnieniu.
 
Kolejnym sposobem „oswojenia” słownictwa są skojarzenia. Każdy słyszał na pewno o metodzie skojarzeń, w której tworzymy w wyobraźni śmieszne historyjki, wyobrażamy sobie słowo, jakby było zwierzęciem, potworem, człowiekiem, skakało przez płotki albo jadło ośmiornicę w jakiejś eleganckiej restauracji. Minusem tej metody jest czas, jaki poświęcamy na wyobrażenie sobie tego wszystkiego, potrzeba zupełnego wyciszenia, a przecież nie zawsze są do tego warunki, a także to, że nie wszystkie słowa można sobie wyobrazić, szczególnie na zaawansowanym poziomie. Sposób, z którego ja zawsze korzystam, to skojarzenia z nazwami własnymi, produktami lub jakimiś innymi wyrazami, które coś nam mówią. Np. ucząc się słówka broad (szeroki), przypominam sobie Broadway, cheetah (gepard) kojarzy mi się z chrupkami Cheetos, kiedy uczyłam się słowa hood (kaptur), przypomniałam sobie Robin Hooda, który w pelerynie miał przecież właśnie kaptur. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Co więcej, takie podejście czyni nas też bardziej świadomymi elementów pojawiających się w kulturze, etymologii różnych nazw, itp.
 
Listy, fiszki – a komu to potrzebne?
Moim zdaniem podstawowym błędem uczniów (wynikającym zapewne z lenistwa) jest uczenie się słówek z książki. Pół biedy jeśli to słowniczek, ale znam również osoby, które przeglądają podręcznik i „wyłapują” słówka na stronach rozdziału. Dlaczego to nie pomaga? W drugim przypadku oczywiste jest, że możemy czegoś nie zauważyć, nie mamy tłumaczenia słów, brak jest też organizacji i porządku w naszej nauce. Jedynym plusem może być to, że widzimy słowa w kontekście, ale marne to pocieszenie przy tylu wadach. Pierwszy przypadek natomiast byłby dobry, gdyby nie fakt, że słowniczek często „zaśmiecony” jest wieloma niepotrzebnymi słowami. ALE UWAGA! Niepotrzebnymi, ponieważ już je znamy, a nie dlatego, że nam się nie przydadzą. Znane słówka pośród tych nowych sprawiają, że materiału wydaje się być więcej. Poza tym tracimy czas na powtarzanie czegoś, co już umiemy, a te najtrudniejsze słowa wciąż sprawiają nam problem. Są z tego dwa wyjścia – dla leniwych: używanie zakreślacza do oznaczania słów, które znamy (wyobraźcie sobie tę satysfakcję, kiedy cała strona będzie już np. zielona), wyjście dla pracusiów: stworzenie listy lub fiszek. Jak stworzyć dobrą listę słów? Tak, żebyśmy mogli sami sprawdzić swoją wiedzę. Ja wypisuję na środku strony po lewej słówka w języku obcym, po prawej po polsku i w połowie zginam kartkę. Mogę wtedy sama przepytać się ze słówek, odwrócić tłumaczenie w dowolnej chwili, a dodatkowo mam dużo miejsca np. na zrobienie rysunków, czy innych adnotacji.  
 
Jak napisałam na początku – nauka słownictwa to temat rzeka, postanowiłam więc podzielić ten temat na dwa posty. W kolejnym poście polecę Wam kilka metod nauki słownictwa połączonych z zabawą 

A jak Wy uczycie się słówek?
Reklamy

16 uwag do wpisu “Jak uczyć się słówek? Część I.

  1. Ja mam swój sposób, chociaż jest niestety bardzo praco – i czasochłonny, ale za to skuteczny. W tekście zakreślam właśnie te słowa, których nie umiem – dzięki temu, kiedy spojrzę na tekst, będą rzucały mi się w oczy. Następnie robię „roboczą” listę nowych słówek: najpierw piszę je na kartce, dopiero później szukam w słowniku. Potem przepisuję słówka do jednego świętego zeszytu, który jest ze mną wszędzie, zawsze noszę go w torebce. Słówek uczę się partiami po 10, powtarzając, czytając, przepisując po kilka razy szczególnie trudne słówka. W wolnych chwilach, np. w tramwaju, powtarzam te, których uczyłam się wcześniej (mam je wszystkie w zeszycie). Jak juz mowilam, bardzo pracochłonna i czasochłonna metoda, ale efekty daje znakomite.
    alessandra

    Lubię to

  2. Ja mam swój sposób, chociaż jest niestety bardzo praco – i czasochłonny, ale za to skuteczny. W tekście zakreślam właśnie te słowa, których nie umiem – dzięki temu, kiedy spojrzę na tekst, będą rzucały mi się w oczy. Następnie robię „roboczą” listę nowych słówek: najpierw piszę je na kartce, dopiero później szukam w słowniku. Potem przepisuję słówka do jednego świętego zeszytu, który jest ze mną wszędzie, zawsze noszę go w torebce. Słówek uczę się partiami po 10, powtarzając, czytając, przepisując po kilka razy szczególnie trudne słówka. W wolnych chwilach, np. w tramwaju, powtarzam te, których uczyłam się wcześniej (mam je wszystkie w zeszycie). Jak juz mowilam, bardzo pracochłonna i czasochłonna metoda, ale efekty daje znakomite.
    alessandra

    Lubię to

  3. Ja obecnie uczę się z fiszek, korzystam z gotowych karteczek wydawnictwa Cztery Głowy(angielski) oraz Edgard(niemiecki). Proponują tam świetny sposób uczenia się z pomocą tzw. kartoteki autodydaktycznej. Naprawdę działa. Trzeba tylko chcieć.
    Niestety wielu uczących się języków obcych nie dostrzega konieczności CZĘSTYCH powtórek. Jeśli uczę się partii słówek(najczęściej jakieś małe rozdziały, około 15 do 20 fiszek), to powtarzam to po około 10-15 minutach, potem po godzinie, następnie po 24 godzinach i jeszcze po 48. Około 80 procent materiału powinno zostać zapamiętane, czasem nawet całość.
    Właśnie do tego służy to pudełko z przegródkami(memobox). Eliminujemy zbędny, łatwiejszy materiał, a zajmujemy się tym trudnym 🙂 Powodzenia! Łukasz

    Lubię to

  4. Ja obecnie uczę się z fiszek, korzystam z gotowych karteczek wydawnictwa Cztery Głowy(angielski) oraz Edgard(niemiecki). Proponują tam świetny sposób uczenia się z pomocą tzw. kartoteki autodydaktycznej. Naprawdę działa. Trzeba tylko chcieć.
    Niestety wielu uczących się języków obcych nie dostrzega konieczności CZĘSTYCH powtórek. Jeśli uczę się partii słówek(najczęściej jakieś małe rozdziały, około 15 do 20 fiszek), to powtarzam to po około 10-15 minutach, potem po godzinie, następnie po 24 godzinach i jeszcze po 48. Około 80 procent materiału powinno zostać zapamiętane, czasem nawet całość.
    Właśnie do tego służy to pudełko z przegródkami(memobox). Eliminujemy zbędny, łatwiejszy materiał, a zajmujemy się tym trudnym 🙂 Powodzenia! Łukasz

    Lubię to

  5. Łukasz – zwróciłeś uwagę na bardzo ważną kwestię przy nauce jakąkolwiek metodą – powtórki. W następnej notce nawet planowałam poświęcić temu oddzielny akapit 🙂 Jeśli chodzi o fiszki, to dodatkowo są bardzo praktyczne. Można je nosić w kieszeni, czy w torebce i wyciągnąć nawet kiedy mamy zaledwie minutę i coś sobie powtórzyć. Jeśli chodzi o tych, którzy nie widzą konieczności powtórek – niestety świetnie ich rozumiem, ponieważ sama kiedyś miałam taki problem. Część z nich to pewnie po prostu lenie, ale są też tacy, którzy ciągle chcą uczyć się czegoś nowego, iść naprzód, a powtarzanie pozornie zatrzymuje ich w miejscu. Pozornie, bo jeśli nie powtórzą, to i jak w pewnym momencie się zatrzymają.

    Lubię to

  6. Łukasz – zwróciłeś uwagę na bardzo ważną kwestię przy nauce jakąkolwiek metodą – powtórki. W następnej notce nawet planowałam poświęcić temu oddzielny akapit 🙂 Jeśli chodzi o fiszki, to dodatkowo są bardzo praktyczne. Można je nosić w kieszeni, czy w torebce i wyciągnąć nawet kiedy mamy zaledwie minutę i coś sobie powtórzyć. Jeśli chodzi o tych, którzy nie widzą konieczności powtórek – niestety świetnie ich rozumiem, ponieważ sama kiedyś miałam taki problem. Część z nich to pewnie po prostu lenie, ale są też tacy, którzy ciągle chcą uczyć się czegoś nowego, iść naprzód, a powtarzanie pozornie zatrzymuje ich w miejscu. Pozornie, bo jeśli nie powtórzą, to i jak w pewnym momencie się zatrzymają.

    Lubię to

  7. Do powtórek najlepiej nadaje się program Anki. Ja już nie wyobrażam sobie życia bez niego! Mam w nim sześć języków i zawsze zaczynam naukę od powtarzania starego słownictwa. W taki sposób, mimo że w danym dniu nie mam czasu na prawdziwą naukę, zawsze mam jakiś tak kontakt z językami.
    Ogólnie dla mnie nauka słówek to największa przyjemność w nauce języków. A jak już widzę te znienawidzone przez większość listy ze słownictwem to jestem w siódmym niebie! To taki mój fetysz :). I co zauważyłam, że im bardziej zaawansowana jestem w danym języku, tym łatwiej „wchodzą mi” nowe słówka, nawet te najdziwniejsze i rzadko używane. Natomiast w językach mniej zaawansowanych idzie mi ciężej.
    Ja polecam również czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Najlepiej oryginalne teksty, nie żadne uproszczone. Im częściej spotkamy dane słówko, tym głębiej itrwalej nam wejdzie do głowy :).

    Lubię to

  8. Do powtórek najlepiej nadaje się program Anki. Ja już nie wyobrażam sobie życia bez niego! Mam w nim sześć języków i zawsze zaczynam naukę od powtarzania starego słownictwa. W taki sposób, mimo że w danym dniu nie mam czasu na prawdziwą naukę, zawsze mam jakiś tak kontakt z językami.
    Ogólnie dla mnie nauka słówek to największa przyjemność w nauce języków. A jak już widzę te znienawidzone przez większość listy ze słownictwem to jestem w siódmym niebie! To taki mój fetysz :). I co zauważyłam, że im bardziej zaawansowana jestem w danym języku, tym łatwiej „wchodzą mi” nowe słówka, nawet te najdziwniejsze i rzadko używane. Natomiast w językach mniej zaawansowanych idzie mi ciężej.
    Ja polecam również czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Najlepiej oryginalne teksty, nie żadne uproszczone. Im częściej spotkamy dane słówko, tym głębiej itrwalej nam wejdzie do głowy :).

    Lubię to

  9. Dokładnie, Anki bije wszystko na głowę! Pod czytaniem też się podpiszę, chociaż ja traktuję je raczej jako okazję do odkrycia nowych słówek (które potem będę mogła wpisać do Anki ;))

    Lubię to

  10. Dokładnie, Anki bije wszystko na głowę! Pod czytaniem też się podpiszę, chociaż ja traktuję je raczej jako okazję do odkrycia nowych słówek (które potem będę mogła wpisać do Anki ;))

    Lubię to

  11. Dla mnie najlepszą metodą jest robienie sobie fiszek. Czytam jakiś tekst po angielsku i od razu jak jakiegoś słowa nie rozumiem sprawdzam i zapisuję na fiszce, do czasowników używam czerwonego długopisu, do rzeczowników niebieskiego itd. Wydaje się, że to dużo pracy, ale tak naprawdę wychodzi bardzo szybko. Kartki docinam sobie wcześniej, zamierzam sobie kupić gilotynkę do papieru, więc będzie jeszcze sprawniej. Jak już mam tę swoją porcję słów na dany dzień to przeglądam stosik kilka razy, po czym jak większość już tak całkiem całkiem umiem, to na wierzch daję kartkę z datą kolejnej powtórki (2 dni, tydzień, 2 tygodnie, miesiąc, 3 miesiące, pół roku, rok), związuję gumką recepturką i wrzucam do kartonika z fiszkami. Muszę sobie jeszcze zrobić przegródki, żeby chociaż w poszczególnych miesiącach jakoś szybciej szło szukanie. Jak się tak opowiada to brzmi skomplikowanie, ale wbrew pozorom jest bardzo efektywne 🙂

    Lubię to

  12. Dla mnie najlepszą metodą jest robienie sobie fiszek. Czytam jakiś tekst po angielsku i od razu jak jakiegoś słowa nie rozumiem sprawdzam i zapisuję na fiszce, do czasowników używam czerwonego długopisu, do rzeczowników niebieskiego itd. Wydaje się, że to dużo pracy, ale tak naprawdę wychodzi bardzo szybko. Kartki docinam sobie wcześniej, zamierzam sobie kupić gilotynkę do papieru, więc będzie jeszcze sprawniej. Jak już mam tę swoją porcję słów na dany dzień to przeglądam stosik kilka razy, po czym jak większość już tak całkiem całkiem umiem, to na wierzch daję kartkę z datą kolejnej powtórki (2 dni, tydzień, 2 tygodnie, miesiąc, 3 miesiące, pół roku, rok), związuję gumką recepturką i wrzucam do kartonika z fiszkami. Muszę sobie jeszcze zrobić przegródki, żeby chociaż w poszczególnych miesiącach jakoś szybciej szło szukanie. Jak się tak opowiada to brzmi skomplikowanie, ale wbrew pozorom jest bardzo efektywne 🙂

    Lubię to

  13. W moim przypadku najlepiej sprawdza się metoda skojarzeń konkretnych słówek z jakimiś innymi słowami, przedmiotami. Bardzo ułatwia ich skuteczne zapamiętywanie. 🙂

    Lubię to

  14. W moim przypadku najlepiej sprawdza się metoda skojarzeń konkretnych słówek z jakimiś innymi słowami, przedmiotami. Bardzo ułatwia ich skuteczne zapamiętywanie. 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s