OUR ENGLISH versus THEIR ENGLISH, czyli o ślepym naśladowaniu niesprawdzonych wzorców :)

źródło: esol.britishcouncil.org/
Oczywiście już spieszę z wyjaśnieniem tytułu – mam na myśli native speakerów i nas – osoby uczące się języka jako obcego.

W ostatnią sobotę miałam przyjemność uczestniczyć w konferencji metodycznej jednego z wydawnictw językowych. Trener przytoczył anegdotę o tym, jak jeden z jego kolegów po fachu w podręczniku gramatycznym postanowił umieścić „John mustn’t eat”, jako przeczenie zdania „John must eat”. Mike, bo tak miał na imię nasz trener, był wielce przeciwny tej wersji, twierdząc, że chociaż dla niego jest to w pełni akceptowalne, nie może znaleźć się w podręczniku gramatycznym. I tu wszystkim otworzyły się szeroko oczy: MUSTN’T jako zaprzeczenie MUST?! Ależ cóż Pan, Panie Native Speakerze opowiada? Otóż okazuje się, że owszem i każdy Brytyjczyk nie zastanawiając się dłużej tak by właśnie powiedział (co nie oznacza, że jest to poprawne!).
Dlaczego więc nie uczymy się takich rzeczy?
I tu chyba znów pojawia się kwestia język „podręcznikowy”(mniej lub bardziej, ale wciąż formalny) kontra język potoczny, używany do szybkiej komunikacji. Zawsze były, są i będą istnieć skróty, potoczne nazwy przedmiotów, wyrażenia używane w codziennej mowie itp.

Ponieważ jednak wciąż zastanawiała mnie kwestia MUST i MUSTN’T, zapytałam innego native speakera, czy również użyłby MUSTN’T jako zaprzeczenie MUST, czy jest to często używana forma, no i co z jej poprawnością?! Jego odpowiedź rozjaśniła nieco moje wątpliwości. Powiedział, że tak, użyłby MUSTN’T, chociaż wie, że jest to niepoprawna forma i reguły są inne, po czym przesłał mi do przeczytania poniższy artykuł z The Independent, który myślę, że ostatecznie wyjaśnia sprawę 🙂


Ogółem sytuacja jest dosyć skomplikowana. Wielu Brytyjczyków podziela pogląd o tym, że osoby, które nauczyły się ich języka jako obcego posługują się nim lepiej niż rodzimi użytkownicy. A wielu cudzoziemców uczących się angielskiego z kolei narzeka na system edukacji uczący ich języka, którego nie mają okazji używać, bo nie rozumieją ich native speakerzy. Czy należy ślepo powtarzać wszystko, co tylko wypłynie z ust native speakera, bo z założenia jest poprawne? Czy każdy native speaker to dobry wzór do naśladowania?

I w końcu, jakie więc jest Waszym zdaniem prawdziwe oblicze języka angielskiego?
Czy to, które stanowi większość (zakładając, że wszyscy, którzy uczą się angielskiego jako obcego uczą się tego „podręcznikowego” języka)?

Czy to, które występuje w ojczyźnie i zrodziło się z naturalnej komunikacji między rodzimymi użytkownikami (nawet jeśli oni sami nie raz dopuszczają się profanacji)?
Reklamy

8 uwag do wpisu “OUR ENGLISH versus THEIR ENGLISH, czyli o ślepym naśladowaniu niesprawdzonych wzorców :)

  1. Moim zdaniem nie należy naśladować każdego native speakera. Spotkałam się już z masą błędów, w różnych językach, popełnianych przez ich rodzimych użytkowników. Przede wszystkim są to błędy gramatyczne. Czasami tak podstawowe, że aż głowa boli. Jednak z drugiej strony, jeżeli chodzi o słownictwo codzienne, to można się nauczyć też wielu użytecznych rzeczy.

    Lubię to

  2. Moim zdaniem nie należy naśladować każdego native speakera. Spotkałam się już z masą błędów, w różnych językach, popełnianych przez ich rodzimych użytkowników. Przede wszystkim są to błędy gramatyczne. Czasami tak podstawowe, że aż głowa boli. Jednak z drugiej strony, jeżeli chodzi o słownictwo codzienne, to można się nauczyć też wielu użytecznych rzeczy.

    Lubię to

  3. Jestem filologiem polskim. I cóż…wielu Polaków również nie mówi poprawnie po polsku.Wszelkie skróty, opuszczenia, niedopowiedzenia i wiele innych są typowe dla mowy potocznej. Dążymy do szybkiej komunikacji, wymagającej jak najmniej wysiłku. Tak się zachowują użytkownicy wszystkich języków. Według mnie należy znać obowiązujące normy i mieć świadomość, co jest poprawne, a co nie jest. W sytuacjach oficjalnych nie powinniśmy przecież posługiwać się językiem bardzo potocznym. Nie musimy jednak być hiperpoprawni w codziennych kontaktach z ludźmi. Co nie oznacza, że nasz język ma być niechlujny i byle jaki. W końcu to, jak mówimy świadczy o nas samych 🙂
    Pozdrawiam!
    Aga

    Lubię to

  4. Jestem filologiem polskim. I cóż…wielu Polaków również nie mówi poprawnie po polsku.Wszelkie skróty, opuszczenia, niedopowiedzenia i wiele innych są typowe dla mowy potocznej. Dążymy do szybkiej komunikacji, wymagającej jak najmniej wysiłku. Tak się zachowują użytkownicy wszystkich języków. Według mnie należy znać obowiązujące normy i mieć świadomość, co jest poprawne, a co nie jest. W sytuacjach oficjalnych nie powinniśmy przecież posługiwać się językiem bardzo potocznym. Nie musimy jednak być hiperpoprawni w codziennych kontaktach z ludźmi. Co nie oznacza, że nasz język ma być niechlujny i byle jaki. W końcu to, jak mówimy świadczy o nas samych 🙂
    Pozdrawiam!
    Aga

    Lubię to

  5. Moim zdaniem należy uczyć się poprawnego angielskiego, ale jednocześnie być świadomym, że native speakerzy też robią błędy i mowa potoczna może wyglądać nieco inaczej niż ta „książkowa”. A tak swoją drogą, zastanawiam się co np. brytyjskie autorytety językowe mówią o takim użyciu „mustn't”? Krytykują je czy dopuszczają jako alternatywne?

    Lubię to

  6. Moim zdaniem należy uczyć się poprawnego angielskiego, ale jednocześnie być świadomym, że native speakerzy też robią błędy i mowa potoczna może wyglądać nieco inaczej niż ta „książkowa”. A tak swoją drogą, zastanawiam się co np. brytyjskie autorytety językowe mówią o takim użyciu „mustn't”? Krytykują je czy dopuszczają jako alternatywne?

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s