Początek roku i….Fiszki SCHOOL

unnamedNo i nadszedł ten magiczny dzień, kiedy maszerujemy (a przynajmniej niektórzy) dziarsko po nowe wyzwania, przygody, przyjaźnie i doświadczenia. Część z Was ma ten okres za sobą i pewnie z łezką w oku wspomina anegdoty ze szkolnej ławy.

Jest też grupa osób, która mimo ukończenia swojej edukacji, spędza w szkole nieraz dużo więcej czasu niż uczniowie. Któż to, któż to? Oczywiście kochani nauczyciele 🙂

Dziś przychodzę do Was z nowością wydawnictwa EDGARD, czyli uwaga, uwaga, oto Fiszki SCHOOL!!!!

Oto, jak fiszki przedstawia sam wydawca: Fiszki SCHOOL to kompleksowy system nauki angielskich słówek i zdań dla uczniów klas 4-6 szkoły podstawowej oraz gimnazjum. Zestaw “I like strawberries” uczy 300 najważniejszych słówek i konstrukcji gramatycznych z zakresu szkoły podstawowej, których znajomość jest wymagana na teście szóstoklasisty.

Atrakcyjne, ilustrowane fiszki pomagają szybko zapamiętać słówka, a przykładowe zdania pokazują ich prawidłowe użycie w kontekście i przy okazji prezentują najważniejsze struktury gramatyczne.

Dołączony do zestawu program komputerowy (do pobrania) zawiera liczne ćwiczenia, gry oraz nagrania wszystkich słówek i zdań w wykonaniu profesjonalnych lektorów – wyłącznie native speakerów.

Zestaw fiszek jest pierwszą częścią serii Fiszki SCHOOL. W serii ukazał się również etap II: Fiszki SCHOOL „Do you enjoy watching action films?”.

Każdy zestaw Fiszek SCHOOL zawiera:
– 300 słówek i zwrotów użytych w kontekście
– nagrania wszystkich słówek w wykonaniu native speakerów
– program komputerowy z ćwiczeniami do utrwalania poznanego słownictwa

Co natomiast wynika z moich własnych obserwacji? Przede wszystkim bardzo się cieszę, że nareszcie ktoś wyszedł z pomysłem przystosowania fiszek dla młodszych pokoleń. Być może się mylę, ale do tej pory widziałam obrazkowe fiszki dla dzieci, ale nie były one stworzone pod konkretny poziom, czy egzamin, co najwyżej pod CEFR, co moim zdaniem nie wystarcza. Do fiszek dołączony jest poradnik dla ucznia, w którym są porady, pomysły na zabawy z fiszkami oraz gramatyka w pigułce. To bardzo ważne, bo wielu uczniów po prostu nie wie, jak zabrać się za naukę słówek. Co więcej, widzę w tych fiszkach duży potencjał do wykorzystania na lekcjach indywidualnych lub w małych grupach. Można naprawdę zdziałać cuda, mając taką fajną, gotową pomoc dydaktyczną. Należy jednak najpierw wybadać, czy nasi uczniowie nadają się właśnie do nauki z fiszkami. Ja osobiście ucząc się języków nigdy nie lubiłam korzystać z fiszek, bo staram się unikać nauki dwujęzycznej. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest wiele osób, które je lubi, a na poziomie podstawówki, czy gimnazjum, nauka z tłumaczeniami na polski niestety w dużej mierze jeszcze przeważa.

Cóż… pozostaje mi życzyć Wam owocnego roku szkolnego i samych sukcesów! Dajcie znać, jeśli macie jakieś super pomysły na wykorzystanie fiszek w nauczaniu!

 

Youtube channels for learning French

I haven’t been here for a long time but it doesn’t mean that I gave up my language learning and the pursuit of polyglotism! Summer break allows me to go deeper into languages that I had learnt before I started my real language adventures. I learnt German in high school and I decided to brush up what I had acquired before. I also continue with my French (a real challenge is in front of me but I will tell you later ;)….) and occasionally, I look at some Esperanto lessons (I promised myself to do it almost 2 years ago!).

Today I want to share with you some Youtube channels that may help you learn French. It’s vital to remember that you should watch/listen to authentic materials as soon as possible. That’s why I’m not going to give you links to language podcasts or grammar lessons. There is nothing more useful and efficient in language learning than forgetting about the actual process of learning! When you start following your favourite Youtuber, you think more about what is happening on their channel than about listening comprehension and checking separate words in a dictionary. If you still find it difficult to grip the gist of the material, try lowering the speed, it’s easy to do in the video settings.

Let’s start from some well-known Youtube comedians:

Jeremy

Andy

Now let’s turn to gamers:

Cyprien Gaming (Cyprien has got also a comedy channel!)

And cooks!

Hervé Cuisine

And something more girly by French beauty gurus:

EnjoyPhoenix (Marie also cooks and records some daily vlogs on her other channels!)

And finally some educational channels. However, they may be a bit more difficult.

Code MU


Dr Nozman

I hope you will find something that suits your passions and your level of French!

Enjoy and share your favourite channels!

Nowości PONS – warto?

Witajcie!
Pozdrawiam grudniowo i przychodzę z opinią o nowych publikacjach marki PONS.
Przyznam, że książki do angielskiego ostatnimi czasy wypadły z kręgu moich zainteresowań. Skończyłam studia, intensywnie wzięłam się na francuski, a angielskiego używam teraz głównie w pracy i tam również korzystam z materiałów dydaktycznych w tym języku. Z ciekawością więc spojrzałam na nowe propozycje PONS, tym bardziej, że zaskoczyli mnie jakiś czas temu całkiem dobrym repetytorium gramatycznym. Uważam, że na szczególną uwagę zasługują dwie z nich: Księga idiomów, czyli: Don’t Get me wrong i Fun Book – To i owo o kulturze krajów anglojęzycznych.

 

Pierwszy tytuł zwrócił moją uwagę przede wszystkich dlatego, że sama mogę z niego skorzystać. Książka jest pewnego rodzaju słownikiem idiomów ułożonych tematycznie. Autorzy zebrali 270 stron mniej lub bardziej spotykanych idiomów, które oczywiście nie są niezbędne do codziennej komunikacji, ale czynią nasz język naturalnym i kwiecistym i za ten efekt bardzo je lubię 🙂 Każdy z idiomów jest przetłumaczony na język polski. Osobiście wolałabym tłumaczenie po angielsku, jednak zdaję sobie sprawę, że takie wyrażenia łatwiej wchodzą do głowy, kiedy znajdziemy w nich analogię do języka ojczystego. Dodatkowo przy każdym wpisie znajduje się wyjaśnienie okoliczności, w jakich używamy danego idiomu oraz w jakiej formie najczęściej on występuje. Zawsze znajdziemy również przykładowe zdanie lub dialog, gdzie użyte zostało opisane wyrażenie, co z pewnością pozwoli uniknąć błędów. Uważam, że książka nie jest niezbędnikiem w nauce języka, jednak może tę naukę urozmaicić i wprowadzić do niej nowy ciekawy element.
Druga publikacja zachęca przede wszystkim podejściem do nauki języka, jakie prezentuje, czyli nauki przez zabawę. Wydaje mi się niemal niemożliwe, a na pewno nie równie skuteczne uczenie się języka bez elementów kultury krajów posługujących się nim. Oczywiście jest wiele osób, które języka potrzebuje np. do pracy, czy do zdania egzaminu i nie ma czasu i ochoty zaprzątać sobie głowy kulturówką. O ile jednak łatwiejsze i przyjemniejsze jest przyswojenie niuansów językowych, kiedy zna się ich podłoże kulturowe i kiedy rozwija się w sobie pewnego rodzaju więź z dziedzictwem kulturowym danego kraju. W Fun Booku znajdziemy siedem bloków tematycznych – music, politics, history, TV & ciemna, food, sports, parties. Każdy z nich prezentuje zagadnienia związane z tematem w formie dwujęzycznego magazynu. Nie ma tu długich tekstów, wywodów naukowych, czy obszernych komentarzy. Są tam krótkie (czasem kilkuzdaniowe) artykuły, często w formie zadań mających sprawdzić rozumienie tekstu, czy inne sprawności językowe. I o ile sam pomysł na książkę bardzo mi się podoba, nie jestem przekonana do formy dwujęzycznej. Bardzo irytuje mnie wplatanie angielskich słów w wypowiedzi po polsku (oczywiście, kiedy istnieje polski odpowiednik słowa pasujący do kontekstu), a taką właśnie stylistykę znajdziemy w Fun Booku.

 

Podsumowując, przyznam, że z dużym zainteresowaniem przyjrzałam się nowym publikacjom PONSa. Są one ciekawe, wprowadzają element zabawy do nauki języka, co z pewnością jest ich dużą zaletą. Nie są to jednak podręczniki, które pomogą Wam awansować na kolejny poziom znajomości języka, czy przyspieszą naukę. Są one raczej „umilaczem” z perspektywy pasjonata. Z perspektywy osoby która chce szybko i skutecznie nauczyć się języka w określonym celu, są jednak raczej zbędne.

GMS i GSR, czyli nauka Metodą Składniową Glossika Mike’a Campbella

źródło: Glossika
Być może część z Was pamięta mój post o poliglocie Mike’u Campbellu napisany dwa lata temu (można sobie przypomnieć TUTAJ). Swoje doświadczenia z wielojęzycznością i samodzielną nauką języków Mike postanowił wykorzystać do stworzenia autorskiej metody o tajemniczo brzmiącej nazwie GMS, czyli Glossika Mass Sentences. Na potrzeby polskich językowych zapaleńców, metoda ta została przetłumaczona jako Metoda Składniowa.
Czym się wyróżnia?
Przede wszystkim ilością zalet przy niesamowicie prostej i nieskomplikowanej formie. 
Pełen zestaw do nauki zawiera 3 książki oraz pliki audio, w których znajdziemy intensywny trening języka obcego w trzech formach:
  • zdanie w języku źródłowym + zdanie w języku docelowym x2
  • zdanie w języku źródłowym + przerwa, w której uczeń ma wypowiedzieć zdanie + zdanie w języku docelowym
  • zdanie tylko w języku docelowym
Według Mike’a należy codziennie uczyć się dziesięciu nowych zdań i powtarzać czterdzieści z poprzednich sesji. Przy takim toku nauki, seria zapewnia nam 54 tysiące powtórek przez około 300 dni. 
Warto zaznaczyć, że książki zawierają również przewodnik po wymowie w języku obcym, a nagrania są wykonane przez native speakerów.
Jakie są więc zalety Metody Składniowej GMS? 
  • ogromna ilość zrozumiałego i wartościowego materiału (nie lubię tego słowa, ale: inputu) w języku obcym. Zrozumiały, bo zapisany i nagrany dwujęzycznie. Wartościowy, bo przedstawia codzienny, nieformalny język, który jest rzeczywiście używany przez jego rodzimych użytkowników.
  • starannie opracowany system optymalnych powtórek GSR (Glossika Spaced Repetition), który czuwa nad tym, żeby nasz proces zapamiętywania był jak najbardziej skuteczny
  • pliki audio nagrane przez native speakerów w naturalnym tempie
  • doskonale uczy komunikacji poprzez utrwalanie odpowiednich wzorców
  • uczy mówić w języku obcym już od pierwszego dnia nauki
  • dla uczulonych na gramatykę: tutaj jej nie ma :):)
Wady?
  • jeśli poza mówieniem interesują Was inne umiejętności, warto korzystać również z innych materiałów
  • kurs ten nie jest niestety dla każdego. Na pewno nie powinni z niego korzystać uczniowie w szkole, czy osoby przyzwyczajone do tradycyjnych metod, oczekujące rozwinięcia wszystkich umiejętności językowych
A teraz trochę o wkładzie własnym 😉

Tak się składa, że w pewnym momencie udało mi się nawiązać kontakt z Mikiem, który zaowocował stworzeniem kilku nowych publikacji opartych na metodzie GMS do nauki języka angielskiego oraz polskiego jako obcego. Publikacje zostały stworzone wspólnie przeze mnie i Mike’a, a do polskiej wersji plików audio miałam przyjemność użyczyć swojego głosu.
Tutaj można poczytać o publikacjach, których jestem współautorką:
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat metody GMS i GSR lub po prostu pooglądać ofertę Glossiki, zapraszam na ich stronę: www.glossika.com
Co myślicie o tej metodzie? Może ktoś już próbował? 🙂

 

 

Moda na blogu językowym?


Spokojnie, nie mam zamiaru zamienić się w blogerkę modową 🙂 i z dużym sceptycyzmem podchodziłam do leżącego na moim biurku świeżutkiego Wydania Specjalnego English Matters, w którym tematem przewodnim tym razem jest właśnie moda. Chociaż jak każda dziewczyna, zwracam uwagę na to, w co się ubieram, to nie jest to temat, na który poświęcam zbyt dużo czasu.  
„Nie oceniaj książki po okładce” – mówili. I tym razem, przysłowie znów po części się sprawdziło, bo w English Matters jest kilka artykułów, które mody dotykają od innej strony, tej ważnej społecznie, która wydaje mi się już trochę bardziej interesująca.
Jednym z takich artykułów jest „Clothing Sweatshops: Can We Finally Sew it Up?”, który porusza powszechny problem wykorzystywania obywateli państw rozwijających się do produkcji odzieży w nieludzkich warunkach. Gdy ktoś nas pyta o modę, myślimy o szpilkach, falbankach i tiulach, ale często zapominamy, co może znajdować się pod zasłoną tych wszystkich wspaniałości.
Oprócz prawie że niewolniczej pracy, odzież to również szereg chemikaliów i sztuczności. Artykuł „Dressing Green” zwraca uwagę na to, że część wytworów przemysłu ubraniowego szkodzi nie tylko środowisku, ale również tym, którzy z nich korzystają. Wszak kontakt z odzieżą mamy właściwie nieprzerwanie.
Moim ulubieńcem jednak jest artykuł „Victorian Fashion Victims”. Ciężkie halki, zabójcze gorsety, sztywne suknie w kształcie dzwonu. A panowie niech się nie śmieją! Bryczesy, meloniki i bokobrody to też ta sama epoka! Jakkolwiek bolesne, czy zgubne były trendy mody wiktoriańskiej, ciekawie jest wybrać się w czytelniczą podróż do tej epoki i porównać ją z dzisiaj obowiązującymi standardami.


Ci, którzy czują się w tematach modowych swobodniej niż ja, mogą oczywiście sięgnąć także do pozostałych artykułów poruszających modę w bardziej konwencjonalnym ujęciu. Najważniejsze jednak, że w każdym z artykułów możecie znaleźć porządną porcję ambitnego, ale użytecznego słownictwa. Czego chcieć więcej! 🙂