Języki Kultura Świat w TOP 100 LANGUAGE LEARNING BLOGS!!!! :)

Kochani!

Z przyjemnością ogłaszam, że mój blog został nominowany jako 
jeden ze 100 najlepszych blogów językowych w plebiscycie bab.la!!!  

Jest to wspaniała okazja, bym mogła Wam podziękować za to, że czytacie bloga i śledzicie moje poczynania w świecie języków obcych 🙂 DZIĘKUJĘ!

Proszę Was o głosy pod tym linkiem:


POKAŻMY ILE NAS JEST!!!! 🙂


Vote the Top 100 Language Learning Blogs 2014

I have some great news! My blog has been nominated for the Top 100 Language Learning Blogs of 2014!
Please go here to vote! http://en.bab.la/news/top-100-language-learning-blogs-2014-voting
THANK YOU! 🙂

„Superskuteczne strategie opanowania języków obcych”

źródło: merlin.pl

Autorka książki –  pani Ewa Zaremba jest anglistką, tłumaczem, psychologiem oraz trenerem NLP i rozwoju osobistego. Brzmi świetnie, a sam tytuł jeszcze bardziej podgrzewa atmosferę. Zaczyna się interesująco – gruntowaniem płótna, przygotowywaniem naszego mózgu do nauki i zmiany myślenia. Dowiadujemy się, że kilka prostych ćwiczeń opierających się na wizualizacji i innym sposobie postrzegania zadań, może zupełnie zmienić nasze nastawienie do nauki, a co najważniejsze – nareszcie uczynić ją efektywną. A wszystko to przedstawione zostało w formie 200-stronicowej rozmowy dwóch koleżanek, które po latach zobaczyły się na spotkaniu klasowym.


W książce opisany jest często zaniedbywany aspekt nauki – psychologia. Zapominamy o tym, że nasz mózg to kapryśny twór, który nie zawsze chce uczyć się w dyktowany mu sposób. W tym poradniku mamy szczegółowo wyjaśnione mechanizmy lenistwa, „tumiwisizmu”, prokrastynacji, czy innych „chorób” nazywanych niekiedy mylnie brakiem talentu do języków 🙂 Było kilka takich momentów, w których czułam, że czytam o sobie. Autorka wyjaśniła np. dlaczego ucząc się czegoś, czasami trudno jest nam stwierdzić z czym dokładnie mamy problem. Oznacza to, że jesteśmy na etapie „nieświadomej niekompetencji”. Nie wiemy od czego zacząć, co jest ważne i co powinniśmy robić. Później przechodzimy kolejno do stanu „świadomej niekompetencji”, kiedy potrafimy nazwać swoje problemy, aż wreszcie osiągamy „nieświadomą kompetencję”, gdzie w środku nocy z zamkniętymi oczami możemy mówić w obcym języku, czy zupełnie automatycznie bez zastanowienia prowadzić samochód. Ważny jest również proces przygotowania, to, jakie stawiamy sobie cele, czy planujemy konkretne działania, a także żeby mieć zestaw aktywności dostosowany do każdej sytuacji, nawet tej, kiedy mamy dosłownie kilka minut wolnego czasu. Korzystając z przedstawionych w książce narzędzi możemy „zaprogramować” swój mózg, żeby odbierał naukę, jako przyjemność i cel pośredni prowadzący do naszych życiowych priorytetów.

Mimo wielu przydatnych informacji, muszą jednak przyznać, że nie do końca przypadła mi do gustu taka forma poradnika. Jak na rozmowę koleżanek, wydaje się być przydługa i niezbyt naturalna (bo kto np. co parę zdań zasypuje swojego rozmówcę sentencjami rozmaitych „mędrców”, począwszy od Schopenhauera, skończywszy na Einsteinie). Myślę, że bez tej całej otoczki, ten poradnik równie świetnie by się sprawdził, a istotne informacje byłyby bardziej skoncentrowane i łatwiejsze do wyłapania. Mam też wrażenie, że tytuł książki nie do końca oddaje jej treść, bo owszem są tam SUPERSKUTECZNE STRATEGIE, ale opanowania każdej z nauk czy czynności, nie tylko języków obcych. Książka Ewy Zaremby stanowi taki codzienny przewodnik postępowania z naszym mózgiem.

Poradnik Ewy Zaremby omawia podstawy samorozwoju. Bez motywacji, odpowiedniego nastawienia i „zagruntowania płótna” kolejne kroki w nauce mogą skończyć się fiaskiem. Bez wątpienia od tego właśnie powinniśmy zacząć, a dopiero później przejść do właściwych czynności rozwijających zdolność porozumiewania się w języku obcym.

Na koniec posłużę się cytatem z książki pokazującym, jak wiele zależy od naszego nastawienia:
„Pani zapytała małego Jasia w szkole: „Jasiu, umiesz grać na pianinie?”. 
Jasio odpowiada: „Nie wiem, jeszcze nigdy nie grałem”.

Czas najwyższy wzorem Jasia, wyrzucić z naszych słowników zdanie „NIE UMIEM”!!! 🙂

KONKURS!!! ZAGRANICZNE KURSY JĘZYKOWE DO WYGRANIA!!!

Marzyliście kiedyś o tym, żeby pouczyć się języka w innym kraju? Co powiecie na Maltę, Wielką Brytanię lub Meksyk? Brzmi nieźle, co? 🙂
 
Zapraszam Was do udziału w konkursie SPRACHCAFFE, w którym czeka na Was nie tylko KURS JĘZYKOWY, ale również SMARTFON, prenumerata czasopisma językowego, bony na zakup fiszek i innych materiałów językowych oraz wiele innych niepowtarzalnych nagród.
 
Żeby wziąć udział, wystarczy kliknąć poniższy banner i wypełnić formularz:
 

 

Zajmie Wam to 3 minuty, a nagrodami będziecie mogli cieszyć się dużo dłużej :):)
 
Konkurs trwa od 10.03 do 10.04.2014 roku.

Jajko czy kura? Słówka czy gramatyka?


Na początku przepraszam za tak długą nieobecność… Żeby jednak być w porządku powiem, że związana była ona z praktycznym wcielaniem w życie rzeczy, które opisuję właśnie tutaj na blogu 🙂

 
A teraz na temat… zapewne wielu z Was ma swoją odpowiedź na pytanie, które postawię w tym poście i nie widzi w ogóle sensu rozważania tej kwestii. Ja natomiast ponieważ lubię zastanawiać się nad pytaniami typu „co było pierwsze – jajko czy kura?”, nie waham się spytać: Co Waszym zdaniem jest ważniejsze, żeby płynnie posługiwać się językiem obcym – słownictwo, czy gramatyka?
 
Ponieważ kwestia ta nurtuje mnie już od dłuższego czasu, postanowiłam zapytać o zdanie kilku postronnych osób. Jedna z nich odpowiedziała: „Będąc za granicą słyszałam mnóstwo osób posługujących się zdaniami w stylu „Kali jeść.”. Każda z nich jednak potrafiła się dogadać i osiągnąć cel, jakiemu służyła wypowiedź”. Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, tym bardziej, że i w naszym kraju coraz częściej spotykamy osoby próbujące nauczyć się języka polskiego i chociaż często ich próby dalekie są od bycia poprawnymi gramatycznie, wciąż jest to zrozumiałe.
 
Co to oznacza? Czy to, że gramatyka jest bezużytecznym ozdobnikiem, którym możemy zaszpanować, a nauczyciele użyć jej jako pretekstu do znęcania się nad bezbronnymi uczniami? Oczywiście nie wszystko jest czarne albo białe i tak jest również z tą całą gramatyką. Co właściwie mamy na myśli twierdząc, że gramatyka jest potrzebna lub też nie? Czy jedynie czasy gramatyczne, czy też przedimki, mowę zależną, tryby warunkowe itp.? I tu przypominam już sobie przynajmniej kilka sytuacji, w których byłam świadkiem nieporozumień z powodu niewłaściwego użycia czasów gramatycznych. Bo przecież dużą różnicę stanowi fakt, czy coś zrobimy w przyszłości, czy już to np. to zrobiliśmy, a może jesteśmy w trakcie. W szczególności jeśli nasz rozmówca posługuje się językiem lepiej niż my, a sytuacja dotyczy np. pracy. Kolejną sprawą jest stopień samodzielności, jaki możemy uzyskać dzięki znajomości języka (bo zazwyczaj po to się uczymy – żeby poradzić sobie za granicą/w pracy itp. Itd.). Czy przypadkiem nie jest on dużo wyższy, jeśli językiem posługujemy się sprawnie zarówno jeśli chodzi o leksykę, jak i o gramatykę? Możemy wtedy już nie tylko zapytać o drogę, ale również napisać list motywacyjny, czy nawiązywać swobodnie znajomości wśród obcokrajowców. 
 
No ale pozostaje podstawowe pytanie, czy gramatyka mogłaby istnieć bez słownictwa? No, raczej nie. Z samą gramatyką już jednak nie wyjdziemy na ulicę i nie dowiemy się nawet najdrobniejszej rzeczy. Na co zatem zwrócić większą uwagę przy nauce języka? Odpowiedź brzmi – na kontekst, w jakim uczymy się gramatyki i gramatykę, jaka towarzyszy nauce słownictwa. Jeśli prowadzi nas nauczyciel, nie stanowi to problemu, zazwyczaj jest to wpisane w program podręcznika. Jeśli natomiast jesteśmy samoukami, powinniśmy zadbać o to, żeby ucząc się słownictwa wprowadzać powoli gramatykę (np. jeśli uczymy się czasowników, postarajmy się zwrócić od razu uwagę na ich różne formy w zależności od czasów gramatycznych, a np. w języku niemieckim zapamiętajmy od razu z jakim przypadkiem będą się łączyć itp.), natomiast kiedy uczymy się gramatyki, postarajmy się powtarzać w niej ostatnio opanowane słownictwo, korzystać z tego, czego nauczyliśmy się ostatnio, żeby przy okazji wprowadzania nowej partii materiału powtarzać również ten poprzedni i łączyć wszystko w jedną całość. 
 

Cóż… odpowiedzi na moje pytanie nie znalazłam, chociaż raczej nie spodziewałam się sukcesów w tym obszarze 🙂 A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Kto czyta, nie błądzi…

Dzisiejszy post inspirowany jest moim uwielbieniem dla literatury anglojęzycznej 🙂
Trudno jest powiedzieć, jaki poziom znajomości języka należy osiągnąć, by swobodnie móc sięgnąć po każdą pozycję kanonu literatury angielskiej i amerykańskiej w ich oryginalnych wersjach. Pewne jest natomiast, że im szybciej sięgniemy do książek, tym łatwiej i bardziej zauważalny będzie nasz postęp w nauce języka.
W moim przypadku, przełamanie barier językowych było bardzo trudne. Lubię czytać, ale lubię robić to szybko i pochłaniać duże ilości książek w krótkim czasie. Denerwuje mnie czytanie powieści, które ciągnie się tygodniami lub w ekstremalnych przypadkach nawet miesiącami. Tak z początku wygląda niestety czytanie książek w obcym języku. Jak temu zaradzić?
Oto kilka wniosków, do których ja niestety doszłam zbyt późno, ale myślę, że mogą one jeszcze pomóc innym:
1. Czytanie literatury obcojęzycznej dobrze jest zacząć od czytania…. po polsku. Jeśli przeczytamy książkę Stephena Kinga po polsku i będziemy nią zachwyceni, nie sprawi nam trudności przeczytanie kolejnej po angielsku (o ile jej poziom jest w miarę dobrze dla nas dostosowany), bo będzie zmotywowani uwielbieniem dla stylu pisarza i ciekawością, co też wymyślił w kolejnej swojej powieści.
2. Drugi wniosek jasno wypływający z pierwszego – czytajmy książki, które są nam znajome. Może to być autor, którego już wcześniej czytaliśmy, może to być książka z serii, po którą już kiedyś sięgaliśmy, ale może to być nawet pozycja, którą mieliśmy okazję przeczytać już w rodzimym języku. Tym zabawniejsze i interesujące będzie spostrzeganie różnic i niuansów językowych, których nie zauważa się czytając jedynie pozycje tłumaczone.
3. Nie porywajmy się od razu na bardzo ambitną literaturę naukową, czy filozoficzną. Nawet jeśli jesteś koneserem literackim i uważasz za zniewagę czytanie Harlequinów, romansów, literatury kobiecej, czy książeczek dla dzieci, powinieneś na chwilę odrzucić wszystkie uprzedzenia i dla własnego dobra sięgnąć po książkę właśnie z powyższych gatunków. Są one dużo lżejsze w odbiorze, cieńsze, a przy tym motywujące do dalszego wgłębiania się w świat literatury obcojęzycznej.
4. Zacznijmy od literatury współczesnej. Możemy być zachwyceni tekstami Shakespeare’a lub Dickensa, ale mając na uwadze własne dobro, powinniśmy zacząć od czegoś napisanego we współczesnym, łatwiejszym w odbiorze języku. Patrz pkt. 3.
5. I nareszcie… zapomnijmy przez chwilę o tym, że czytając uczymy się języka. Darujmy sobie sprawdzanie każdego słówka w słowniku, pisanie na marginesach i wybieranie książek napakowanych opisami przyrody lub słownictwem specjalistycznym. Oczywiście są to bardzo dobre metody nauki, ale jeśli chcemy się wdrożyć w samo czytanie i nie zniechęcić od samego początku, musimy potraktować to jako rozrywkę, a nauka i tak przyjdzie z czasem. Odpowiednio dobrana książka w obcym języku to ta, której sens jesteśmy w stanie zrozumieć bez sięgania do słownika lub robiąc to bardzo rzadko. Tylko wtedy możemy skupić się na fabule i cieszyć się tym, że rozumiemy język obcy w jego naturalnej postaci, a nie tylko w podręczniku.
Na zakończenie, dodam jeszcze, że wciąż pozostaję pod urokiem strony coursera.org i wielbicielom literatury angielskiej i amerykańskiej polecam nadchodzący kurs Modern & Contemporary American Poetry prowadzony przez wykładowcę z University of Pennsylvania. Ja się nie mogę doczekać!
 
P. S. Do organizowania swojej kolekcji przeczytanych książek polecam również strony lubimyczytac.pl  i goodreads.com  Szczególnie ta druga może świetnie zmotywować do czytania, ponieważ znajdziemy tam większość pozycji z literatury anglojęzycznej. 
 
A czy Wy czytacie już w obcych językach? Czy są jakieś rady, których moglibyście udzielić początkującym? Jakie książki przeczytaliście, a jakie oczekują na swoją kolej?